Ekspansja marek własnych w Aldi: kosmetyki zajmują już jedną trzecią półki
Według „Wiadomości Kosmetycznych” Aldi rozwija ofertę kosmetyczną w Polsce, a udział marek własnych w tym segmencie przekroczył już 30 proc.

To ważny sygnał dla klientów kupujących pielęgnację przy okazji codziennych zakupów: dyskont coraz wyraźniej konkuruje o budżet, który dotąd trafiał do drogerii i sklepów firmowych. Sama informacja nie potwierdza jednak, ile dokładnie produktów obejmuje oferta Aldi, w jakich kategoriach marka chce rosnąć ani czy zmiana oznacza stałe poszerzenie asortymentu.
Ponad 30 proc. to zmiana struktury półki, nie gwarancja okazji
Marki własne, czyli produkty sprzedawane pod marką należącą do sieci lub zamówioną przez sieć, zyskują znaczenie przede wszystkim dlatego, że pozwalają kontrolować pozycjonowanie cenowe. Dla klienta oznacza to zwykle większy wybór w przystępnej półce cenowej, ale nie daje automatycznej odpowiedzi na pytanie, czy konkretny kosmetyk jest opłacalny.
W przypadku Aldi potwierdzony jest kierunek: rozwój oferty kosmetycznej na polskim rynku. Nie ma natomiast danych pozwalających ocenić, czy sieć stawia na produkty do twarzy, ciała, włosów, higieny czy kilka kategorii jednocześnie. Nie wiadomo również, jak wygląda rotacja poszczególnych produktów i czy asortyment ma charakter stały, czy częściowo zależy od akcji promocyjnych.
To istotne rozróżnienie. Stała obecność produktu na półce ułatwia zakup uzupełniający, natomiast oferta rotacyjna może obniżać cenę wejścia, ale utrudnia powrót po sprawdzony kosmetyk. Bez informacji o modelu dystrybucji nie można przypisać Aldi żadnej z tych strategii jako faktu.
Co oznacza to dla klientów polskich marek
Rozwój marek własnych zwiększa presję na producentów kosmetyków, także tych obecnych w sprzedaży stacjonarnej i sklepach firmowych. Aldi nie musi konkurować z nimi wyłącznie składem czy rozpoznawalnością. Może przejąć zakup impulsywny: klient przychodzi po produkty spożywcze, a kosmetyk trafia do koszyka dzięki dostępności w tej samej lokalizacji i akceptowalnej cenie.
Dla polskich producentów oznacza to konieczność obrony nie tylko jakości produktu, lecz także wartości całej oferty. Sklep firmowy może odpowiadać na ten nacisk doradztwem, pełniejszą gamą produktów i możliwością zbudowania rutyny wokół jednej marki. Dyskont wygrywa natomiast prostotą zakupu i ograniczoną barierą cenową. Ostateczna przewaga zależy więc od konkretnego produktu, a nie od samego napisu „marka własna” lub „polska marka”.
Warto też oddzielić popularność private label od dowodu, że każdy taki produkt jest tańszy w przeliczeniu na użycie. W dostępnych danych nie ma cen, pojemności, składów ani informacji o promocjach Aldi. Nie da się więc uczciwie wskazać, że oferta sieci będzie korzystniejsza od produktów dostępnych w salonach firmowych czy drogeriach.
Jak sprawdzić ofertę bez kupowania marketingowej obietnicy
Przy półce warto zacząć od ceny za 100 ml lub 100 g, a nie od ceny całego opakowania. Następnie należy porównać skład z produktem, którego działanie i przeznaczenie są już znane, oraz sprawdzić, czy kosmetyk jest dostępny stale. To szczególnie ważne przy produktach rotacyjnych: niska cena ma ograniczoną wartość, jeśli przy kolejnym zakupie trzeba szukać zamiennika.
Nie ma również podstaw, by traktować przekroczenie 30 proc. udziału marek własnych jako rekomendację jakościową. To informacja o skali obecności tego modelu w segmencie kosmetycznym, nie certyfikat skuteczności konkretnych produktów.
Rekomendacja: kupuj selektywnie, po sprawdzeniu składu, gramatury i ceny jednostkowej. Unikaj zakupów tylko dlatego, że produkt pojawił się na dyskontowej półce albo jest oznaczony jako marka własna. Dla portfela liczy się nie najniższa cena na etykiecie, lecz koszt produktu, który rzeczywiście pasuje do potrzeb i będzie dostępny także przy następnym zakupie.